…ideału?
Nie wiem, ale na pewno ostatnie dwunaste Bielsko-Bialskie spotkanie zegarkowe było bliższe takowemu niż jakiekolwiek dotychczasowe na którym miałem okazję być.

Ale może nie o tym, bo jak wspomniałem w po spotkaniowym materiale wideo, dane mi było spotkać się na chwilę z kilkoma fajnymi zegarkami. Takimi, które nie tylko wydały się intrygujące, ale bardziej zapadły mi w pamięć.
Postanowiłem tutaj spróbować zebrać swoje myśli w jakąś nieco bardziej poukładaną całość. W wielu miejscach nawet nie wiem, tudzież nie jestem pewien czy dobrze rozpoznałem konkretny model, czy typ zegarka. Ale to w sumie w tym momencie nie jest aż tak istotne 🙂
Po kolei zatem, choć ta (kolejność) nie koniecznie będzie mieć tu jakieś znaczenie.
Citizen Tsuyosa Automatic Small Seconds

Miałem oryginalnego, czy może powinienem napisać ‚z pierwszego wypustu’ Tsuyosę w wersji radośnie żółte. To był/jest nie tylko fajny zegarek ale też taki, który postawił swoisty kontrapunkt dla szczytującego popularnością PRXa od Tissot’a.
Jenak ten nowszy wypust Citizena, dopieścił ten zegarek zaskakująco. Ta sztuka, którą miałem okazję sobie nieco bliżej poznać, zrobiła na mnie wrażenie jakby o klasę lepszego niźli wspomniany pierwotny wypust. Jak się nad tym teraz zastanawiam, to dochodzę do wniosku, że taka Tsuyosa z Sub-Sekundą to może być najfajniejsza propozycja wśród zintegrowanych zegarków, które nie kosztują nie wiadomo ile.

Grand Seiko GMT
Tutaj nie jestem pewien referencji, bo nie jestem jakoś biegły w tym co i jak, szczególnie historycznie, GS nazywa i klasyfikuje. Jenak ani-chybi jest to GMT z seri elegance, a przynajmniej teraz do takiej należy.

Sztuka, z która miałem okazję się spotkać, to jak rozumiem nieco wcześniejszy wypust. Z końcówki czasów gdy ten model był oferowany jedynie na rynku lokalnym w Japonii. Z resztą – co mi się akurat bardzo podoba – ta sztuka nosi na sobie logo SEIKO na godzinie dwunastej. A oznaczenie „wielkości” ma utkane pod ośką.

Swoista legenda GS jest wielka i szeroko znana. Ja sam, w sumie to z korzyściami dla mojego portfela, nie jestem szczególnym fanem całości tego co pokazuje GS. Jenak są u nich trzy rzeczy jakie mi się podobają. Mechanizm Spring Drive i dwa zegarki. A to GMT to właśnie jeden z nich.

To taki zegarek, do spotkania na żywo. Nie sposób mi pokazać czy to na wideo czy na zdjęciach jak to ich misterne polerowanie elementów tarczy i wskazówek się prezentuje. Cudo!
…mógłbym mieć 👌🏻
Może nawet mnie kiedyś najdzie, żeby wymienić coś na takiego.
Arach AH A69H
A to akurat coś super!
Bo takiego (no prawie takiego, bo ten na zdjęciu jest jeszcze w starej kopercie) czarnego rainbow mam już zamówionego od zeszłego roku. Więc to spotkanie tylko mnie nieco (w sumie to na szczęście) przekonało, że mam na co czekać.

Ale to nie jedyny Arach, bo na spotkaniu był współtwórca marki Krzysiek, a nim między innymi takie cudo.

Bardzo mi się podobająca koniunkcja kolorów, należąca jedynie do jednego albo dwóch sztuk prototypowych.

A co najlepsze, tę sztukę kupił na spotkaniu mój zegarkowy przyjaciel – a ja nie omieszkam skorzystać z tego jako z okazji aby zaprosić ten zegarek na nasz kanał.
Christopher Ward Bel Canto

O bel canto napisano i powiedziano już wiele, a może i wszystko co było do powiedzenia. Ja miałem pierwszą okazję go spotkać na żywo. I na pewno jest to zegarek o ciężarze gatunkowym, bo jest swoistym pokazaniem czegoś czego nie było. I jako taki bardzo go doceniam.
Poza tym to jest on nawet ładny i miło na nim zawiesić oko. Choć raczej tak (wg mnie) po inżyniersku ładny niźli w klasycznym ujęciu estetyki. Miło było go spotkać na żywo. Ale nie jest to zegarek dla mnie.


Z resztą, taki ze mnie pajac, że na połowie ujęć fotografowałem go „do góry nogami” 🤣
Ming
Ming był super! Choć nie wiem nawet jaki to model, i nie udało mi się też go wizualnie zidentyfikować szukając po sieci. Ale i tak był super!

Świetność tego zegarka, wzięła mnie z zaskoczenia, bo jakoś tak nie za bardzo miałem w głowie jakikolwiek obraz tych zegarków. Stąd też należałem do grupy „niczego nie oczekujących” a co za tym idzie błogosławionych brakiem ryzyka bycia zawiedzionym.
Ale mniejsza z tym. Ming jest pięknym przykładem tego, że można coś zrobić inaczej i jednocześnie ta świeżość pomysłu nie musi być ani odpustowa ani w żaden sposób nachalna. Podobało mi się tutaj wszystko. Nawet ceny Mongów bo one są drogie, i dzięki Bogu! Bo inaczej jeszcze by mi się zachciało.




Fajny ten Ming!
I tutaj postanowiłem zostawić temat na teraz. Te zegarki powyżej najbardziej mi rezonowały w głowie, choć inne też – jednak to już zostawię sobie na kolejny raz.
Miłego!








Dodaj odpowiedź do Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi