W wielu miejscach polskiego zegarkowego internetu, ludzie pokazują jedną z ostatnich pozycji książkowych z naszego ogródka. Książkę Darka Chlastawy – WoW Watcher of Watches. Posty te jak na razie na tyle na ile zauważyłem mają raczej charakter obwieszczenia „mam i ja”.

No i ja też mam 🙂
Ale też już mnie nieco porwała i tym pierwszym wrażeniem myślę, że warto się podzielić. Krytyk ze mnie żaden, ani zegarków a już na pewno nie literatury. Jednak swoje w życiu przeczytałem, a może i wbrew trendom uparcie ciągle uprawiam to zajęcie (choć przyznam, że nie w takim wymiarze jakbym chciał – i kolejka „do przeczytania” rośnie).
To jest bardzo łatwo do czytania napisana książka!
I to jest nieliche osiągnięcie. Pamiętam jak kiedyś jeden z moich politechnicznych profesorów opowiadał, że kiedyś zmamieniem umiejętności autorów – tam co prawda podręczników – było to, że łatwo się je czytało. I ja mam takie właśnie miłe doświadczenie po pierwszych dwóch cześciach książki Darka.
Siadłem sobie raz na chwilę, żeby zerknąć – i nie ukrywam, nagrać kilka ujęć potencjalnie do materiału na YT, takich „B rolli”. I tak mnie wciągnęło, że w sumie z tych wideograficznych planów prawie nic nie wyszło.
Myślę, że prawda o tej książce jest już na okładce – jak napisał sam autor – to nie jest typowa książka o zegarkach. Oj nie jest! Jest jak dobra beletrystyka, pokazuje takie spojrzenie na to nasze hobby, na jakieś tam mogło by się wydawać nieistotne historyczne niuanse, że aż budzi się we mnie na nowo taki pierwotny zegarkowy, czasoholicki zapał.
Nie bez znaczenia jest też to, że już w pierwszej cześci Darek zamyka w słowa dużo sprawniej niż mi kiedykolwiek się udało, wiele ze spojrzeń jakie na nasze hobby i na zegarki mam od dawna. Wizję jaką staram się dzielić tak jak umiem, słowem i obrazem.
A na dodatek, co mnie niezmiernie i zaskoczyło a i miejscami nieco wzruszyło, to że moja zawodowa inżynierska historia ma podobne meandry jak opisywane w książce. Może nie aż tak romantyczne i znaczące… ale też mam za sobą korporacyjne decyzje o zabijaniu produktów, które zabrały mi lata pracy i które, według mnie były lepsze niż to co ocalało.
Siadając do czytania, najpierw upewniam się, czy mam odpowiedni zegarek na ręce!

To w sumie nieco takie śmieszę, ale jakoś mam takie przekonanie, że nie z każdym zegarkiem wypada mi siadać do czytania. Z resztą ja tak mam. Czytając Czas na głębokości czy teraz Chronografy – ukryte piękno Mateusza Piechnika, też jakoś zakładam czy to nurka, czy kto®eś z moich chrono. Ale tutaj nie o książkach Mateusza, o tym będzie osobno.

NIe wiem jak będzie dalej na tych ponad 400 stronach, ale po pierwszej ponad setce, mogę z czystym sumieniem polecić. I to polecić WoW. Według mnie – świetna pozycja i dla już sezonowanego entuzjasty, jak i świetny pomysł na zaczyn zegarkowej pasji.
Na koniec, niech Wam pokażę wiadomość jaką poczułem potrzebę posłać autorowi po „pierwszej sesji czytania”

Polecam i pozdrawiam,
Tomek








Napisz co o tym myślisz!