…już nie pamiętam, ale mam wrażenie, że do mnie dotychczas nie trafiał.
W sensie, że nie przekonywał mnie do siebie i nie dostrzegałem w nim czegoś atrakcyjnego. Takie właśnie miałem spojrzenie. Spojrzenie jakie wyrobiłem sobie kojarząc Formexa z modelem Essence i tymi jego charakterystycznymi imbusami. I niewykluczone, że właśnie za tym pierwszym wrażeniem, czy może powinienem raczej napisać, za tym postrzeganiem Formexa przez pryzmat właśnie esencji skrył się dla mnie ichniejszy nurek – czyli Reef.
A teraz dotarł do mnie taki właśnie rafowy nurek, którego mam okazje mierzyć, oglądać i poznawać.

I to spotkanie przyznać muszę, skłania mnie do przyznania się do błędu w tej wstępnej ocenie Formexów. A może to tyko ten tutaj diver – tak też być może.

Nosiłem go dzisiaj na ręce (z resztą wczoraj też) i zastanawiałem się skąd ta moja dlań sympatia? I chyba co nieco udało mi się wywnioskować. Mam z nim taki nieco efekt inżyniera Mamonia czyli odnajduję delikatne echa innych zegarków. I to echa które tutaj całkiem miło wpadają w harmonię.

Pierwszym zegarkiem, którego mi ten Formex nieco przypomina jest, już tutaj wspominany Christopher Ward Atoll (link). Nurek, którego echo jest nieco w klimacie i takim jasnym, choć nie białym obliczu tego Formexa. A już szczególnie w jego bezelu.



Jest u Reef’a jakaś taka podobna jak w Wardzie lekkość projektu. A przy tym nie mogę też Formexowi odmówić co najmniej podobnej jakości wykonania. Jednak w przeciwieństwie do Atolla jest ten tutaj gagatek nieco mniej klasycznie ukształtowany.
I tutaj wybrzmiewa drugie echo, jest ono na pewno dużo cichsze niż to atolowe, i może nawet nieco takie wysłyszane na wyrost, ale co tam. Tym dalekim odgłosem jest… w moich oczach delikatny klimat Omegi PloProof’a.
Tak wiem! To brzmi pewnie jak jakach herezja, jednak przez kształt koperty (te takie nieco nautilusowe boczki) na paskach właśnie PloProofa mi przypomina. A raczej ma nieco nie klasycznego sznytu na ręce.


Oczywiście Reef to nie jest taki dziwak jak ta Omega. Jednak szczególnie na paskach jest w min nieco takiego charakteru. Chyba poza tym nieco poszerzanym kształtem koperty jest to też kwestia prostego przycięcia przy pasku. Ot tak mi się nieco kojarzy. A to jest fajne skojarzenie, bo od czasu jak miałem okazję PloProfa przymierzyć to mam do niego dużo sympatii.

Te dwa nawiązania to jednak nie wszystko co niesie w sobie ten Formex. Bo jest to zegarek, któremu nie mogę zarzucić braku pomysłu na siebie. Ma swój styl i nie udaje niczego a nawet powiem, że dość sie wyróżnia. Na dodatek Formex jak widzę stawia na całkiem fajne detale technologiczne. Tutaj mam bardzo wygodny system demontażu bransolety czy paska, klamrę z mikroregulacją i to także w gumowym pasku! A nowsze wypusty Reff’a mają też demontowany bez narzędzi bezel! Czyli naprawdę coś co nie jest oczywiste w dzisiejszych zegarkach.
Jednak za to wszystko trzeba nieco zapłacić, bo Formex ze swoim Swiss Made na tarczy, 300m wodoszczelności i werkiem chronometrycznym katalogowo woła za Reffa około 10 000 zł. Czyli już na pewno nie jest to zawodnik z mikrobrandowego obszaru – dobre i tanie. Cóż taka wycena stawia go w szranki już z dużymi chłopcami. Bo to ceny nawet nieco większe niż typowo za nurka u Christophera Warda. Czy warto – cóż to już zależy jak każdy z nas na to patrzy. Na pewno pewnego rodzaju wadą i zaletą jednocześnie (zależy czy chcemy sprzedać czy kupić) jest to, że na rynku wtórnym ceny są już mocno zweryfikowane i możemy go znaleźć nawet poniżej 6 000zł.
Sam zegarek, mogę z czystym sumieniem polecić, ale czy warto za tyle to już nie podejmę się doradzać, bo postrzegana atrakcyjność będzie zależeć od tego do czego będziemy porównywać.
Z resztą – jak to zawsze winno myć z zegarkami – jak się podoba i można sobie nań pozwolić – to warto. Choć nie koniecznie musi się to opłacać.
Zostawiając jednak te buchalteryjne rozważania. Chciałbym podzielić się z Wami jeszcze jednym spojrzeniem. Przez ten formexowy system szybkiego zdejmowania bransolety jakoś tak miałem ochotę i łatwość bawić się w różne paski i inne wynalazki. I bardzo mi się efekty wielu z tych przymiarek podobają.







Co jest nieco zaskakujące. Na pierwszy rzut oka ten specyficzny kształt koperty sugerował mi, że nie koniecznie coś poza oryginalną bransoletą będzie tu pasować i dobrze się prezentować. A jak wspomniałem – efekty spodobały mi się mocno! Szczególnie miło mnie zaskoczył na białym pasku. Aż zamówiłem pewną białą gumę, żeby sprawdzić czy podejdzie tutaj.
Tak, zamówiłem – bo znalazłem z już poprzednim właścicielem Reefa kandydata na wymianę – więc wszystkie te moje przemyślenia kreślę z perspektywy Formexa w mojej kolekcji.




I to tyle co chciałbym napisać po tych pierwszych dniach z Formexem. Odmienił on moje patrzenie na markę, choć wciąż linia Essence nie przykuwa jakoś mojej uwagi szczególnie. Ale ten tutaj…
Miłego!
Tomek








Napisz co o tym myślisz!