Siedzę sobie w pociągu do stolicy, właśnie z tytułowym Bvlgari na nadgarstku. I tak sobie nieco dumam nad nim. Dumam z tego powodu, że odkąd do mnie trafił to całkiem skradł dla siebie czas nadgarstkowy.

Zerkając na statystyki noszenia widzę, że mam go na ręce siódmy raz. A to dużo, już nieco za dużo dni pod rząd jak na czystą zajawkę na nowego.

Z każdym też dniem bliżej mi do podjęcia decyzji o tym, żeby to Bvlgari zastąpiło u mnie w kolekcji, niezastępowalnego jak mniemałem Breitlinga Colta. I to chyba z tak nie do końca oczywistych powodów. Albo może właśnie z oczywistych.

Bo Bvlgari jak się (na ile to może mieć w tym hobby sens) racjonalnie zastanowić jest dla mnie zdecydowanie mniej ogólnie dobre niż wspomniany Breitek. Ten drugi, jest nieco bardziej ułożony, choć nie pozbawiony swoich smaczków i dziwactw. Z resztą to właśnie było dla mnie tym co mnie w nim przekonało. Jak już oczywiście zegarkowo dojrzałem do prezentowanej przez Colta i szerzej Breitlinga wizji. Jest w niej wiele specyficznych detali i smaczków. Jednak w zderzeniu z tym co proponuje Diagono, zaczynają te Breitlingowe niuanse nieco blednąć w swojej nietuzinkowości. Stają się nagle jakby spokojne i nie narzucające się. A to jak mniemam daje potencjał na ogólnie lepszy czy raczej bardziej uniwersalny zegarek.
No właśnie, a oryginalnie w mojej kolekcji Bretiek robił za ekscentryka. A to akurat Bvlgari robi z większym impetem i wyżej podniesionym czołem.

W Diagono właściwie wszystko jest jakoś dziwne, a przy tym w całości całkiem spójne. Jakby kpił sobie z zasady superpozycji!
Tak!
To chyba jest to – Diagono jako projekt jest nieliniowe! Całość jest czymś innym niźli suma elementów. Jako cały zegarek, fajnie się spisuje na ręce i wydaje być całkiem normalny jako towarzysz codziennej podróży (nie koniecznie tej dosłownej). A wystarczy tylko nieco skupić się na detalach – i zaczyna się dostrzegać jego dziwactwa. I służy mu to w moich oczach.

Wymieniłem go w kolekcji za nurka ze stajni Serica, i nie żałuję tej decyzji. A teraz może się okazać, że jego pojawienie się ukróci kolekcyjny żywot jeszcze innych zegarków.
Taki się może okazać Bvlgari Barbarzyńca.

Miłego!








Napisz co o tym myślisz!