Zegarki i Beskidy to takie, przynajmniej pozornie, niezwiązane ze sobą tematy. I tak pewnie jest dla większości ludzi. Do niedawna nie było nawet żadnego zegarka, który można by z Beskidami jakoś szczególnie wiązać. A przynajmniej mi nic o takim nie było wiadomo. Teraz w Bielsku-Białej urodziła czy może raczej jeszcze się rodzi marka Crudo Carattere, o której już miałem okazję tu pisać. Jednak nie o takie połączenie górsko-zegarkowe mi chodzi.
Dla mnie obydwie te domeny, beskidzka i zegarkowa są mocno wspólne dlatego, że łączy je pasja. Moja pasja. Pasja do fotografowania.

Odkąd zamieszkałem u podnóża Beskidów i to miejsce stało się dla mnie domem, jestem swoiście uzależniony od włóczenia się po Beskidzie Małym i Śląskim. Po tych górach najbliżej domu, właściwie zaraz za rogiem. Włóczenia się i skradania tu i ówdzie kadrów.
I tutaj, właśnie u podnóża tych, może nie majestatycznych, ale moich ukochanych gór dopadła mnie też moja pasja do zegarków. I na szczęście okazało się, że są to pasje nader kompatybilne.

Włóczenie się po górach dla mnie jest najcześciej wydarzeniem prawie-samotnym, prawie gdyż to świetny czas na towarzystwo zegarka. Częścią zbierania gratów na takie wyjście jest zawsze zastanawianie się, który zegarek na nadgarstek?

I nie ma tu żadnej reguły – bo w góry pasuje każdy zegarek – pilot, diver, eksporer… ba! nawet elegant. I też tak właśnie wyglądały już przez lata moje zegarkowe wybory na górskie łazęgi.

Czasami też takie wyprawy były (i mam nadzieję będą) napędzane zegarkami. Przecież Beskidy, to świetne i inspirujące okoliczności na sesję zegarkową. I wielokrotnie właśnie tem miałem okazję zaprosić widzów kanału YT i czytelników postów na takie fotograficznie zegarkowe górskie wycieczki. I nigdy mnie te moje kochane Beskidy nie zawiodły!

Włócząc się jak wspomniałem szukam też kadrów takich niezegarkowych, górskich rodzaju różnego. Bo jestem fanem absolutnym właśnie beskidzkich widoków. Są inne górskie miejsca w Polsce, które mają tak szczerze mówiąc, większy potencjał na widokówkowe kadry. Chociażby Pieniny,

gdzie co szczyt to widok właśnie jak ze wspomnianej pocztówki. Beskidy są nieco trudniejsze, nie tak łatwo znaleźć tutaj aż takie – powiedzmy oczywiście łatwo-ładne, ujęcia. Ale właśnie za to je uwielbiam. Za swoistą nie oczywistość.


Za taką konieczność czy raczej, możliwość szukania kadrów, wydobywania jakichś na pozór nie istotnych detali do roli tematu ujęcia. Cała beskidzka magia.

I podobnie nieco jest z zegarkami. Nie każdy jest potworem zdjęciowym, a nawet wiele z nich trudno jest pokazać na zdjęciach tak jak widzę je na żywo. I nie tylko w takim czysto optycznym ujęciu, ale w takim przekazaniu poza samym obrazem także odrobiny wizerunku zegarka. Tego jak się go doświadcza na żywo.



Trzeba by mi było przeszukać zdjęciowe archiwa daleko głębiej, aby pokazać tutaj wszystkie te inne umieszczone w górach zagarki. Jenak postanowiłem ograniczyć pokusę tej swoistej archeologii.
Na koniec, zastanawiam się nad tym, czy któryś z zegarków jest dla mnie taki najbardziej beskidzki? W sumie to żaden nie zdominował tych moich włóczęg. Jednak najbardziej zapamiętałem jak na razie moje włóczęgi czy wyjścia w góry właśnie z Seikowym Alpinistem i co ciekawe nawet dla samego mnie – drugim takim zegarkiem jest Helm Vanatu.



Miałem u siebie czy to w kolekcji czy pożyczone całą rzeszę zegarków, które myśląc logicznie winne być zdecydowanie bardziej dopasowane do takich górskich klimatów. Jednak to te dwa Helm i Alpinist przychodzą mi do głowy kiedy myślę o łażeniu po górach.
Choć mocnym kandydatem na kolejny taki domyślny zegarek staję się po mału Aerospace od Breitlinga.

I to już, albo nareszcie, wszystko co i chciałem i czułem potrzebę napisać.
Dziękuję i Miłego!








Napisz co o tym myślisz!