…zegarkowy entuzjasta jest jak samuraj, nie ma celu, liczy się droga…

Wenecjański Arsenał?

Wenecjański Arsenał?

Cześć,
Dzisiaj kilka słów reakcji po pierwszym rzucie okiem na Venezianico Arsenale jaki właśnie u mnie wylądował.

Zegarek to zdecydowanie nie moje pierwsze spotkanie z tą marką. Miałem już w swojej kolekcji kilka modeli i nieco podobnie jak z Christopherem Wardem łączy mnie z wenecjańczykami jakaś taka relacja, że choć same zegarki mi się podobają to na dłuższą metę nie zostają w kolekcji. Ot zawsze czegoś mi brakowało, nie tyle w kwestii wykonania itp, ale raczej jakiejś takiej cechy na tyle wyrazistej, że definiowała by zegarek jako wyjątkowy.

Skąd zatem to kolejne podejście? Ano gdy pojawiły się zapowiedzi tej zintegrowanej wersji Arsenale to dostrzegłem w niej potencjał na teki złoty środek wśród propozycji w miarę budżetowych zegarków na zintegrowanej bransolecie. A przynajmniej wśród zegarków z tego nurtu z którymi miałem okazję się spotkać osobiście. Już na pierwszy rzut oka widać, że dzieje się tutaj więcej jeżeli chodzi o pomysł na wykończenie i obróbkę metalu niż w już kultowym Tissocie PRX.

Tissot ten na spółkę z Tsuyosą od Citizena to zdecydowanie zegarki, które przyczyniły się nielicho do rozlania się popularności zegarków zintegrowanych także w tych nie nazbyt wysokich kategoriach cenowych. Nieco wyżej i cenowo i koncepcyjnie siedzi w tym spektrum dwunastka od Christophera Warda.

zdjęcie pochodzi z 12and60.com

Moje wrażenia ze spotkania z tym Wardem było trochę takie odmienne od ogólnego jego odbioru w naszym środowisku zegarkowych entuzjastów. To świetny i bardzo dobrze wykonany zegarek. Trochę takie pokazanie co można i za jaką cenę zrobić. I właśnie to pokazanie jest według mnie głównym motywem tego zegarka. Tutaj jest dużo wszystkiego. I dla mnie jest tego nieco za dużo wszystkiego wszędzie i na raz. Co nie znaczy zupełnie, że nie uważam go za dobry i ciekawy zegarek. Ot nie do końca dla mnie.

I tutaj właśnie spodziewałem się, że to Arsenale ma szanse znaleźć taki złoty środek. Nieco więcej polotu w pomyśle na siebie względem bardzo powściągliwego PRX’a a przy tym mniej pójścia na całość które ja widzę w dwunastce Warda.

I jakie jest pierwsze wrażenie?

Jest dobre! Jest to zegarek zdecydowanie bardziej ułożony w pomyśle od PRXa co nadaje mu nieco takiej wizualnej lekkości, a może raczej powinienem napisać ogłady. Więcej tutaj mamy przejść i powierzchni a to szlifowanych a to szczotkowanych. To jest koncept zdecydowanie bliższy temu co pokazuje wspomniany Ward.

Choć nie jest to wykonane tak pieczołowicie i precyzyjnie jak zrobili to Anglicy (czyli Ward). Za to co mi się podoba bardziej niż u Warda to powściągliwie zaprojektowana tarcza i to co na niej widzimy. Ta powściągliwość narzuca się już tym, że nie mamy tutaj sekundnika. Zupełnie – dostajemy martwą tarczę. Co w moich oczach pokazuje, że autorzy stawiają ten zegarek raczej w roli swoistego eleganta, bardziej niż czystej krwi zegarek sportowy.

Sama tarcza ozdobiona czymś na kształt pasów genewskich jest ciekawa i gra ze światłem zmieniając to jak wygląda, a nawet w jakim kolorze ją postrzegam. Oryginalnie winna być szara, jednak łapie łatwo kolor światła i potrafi często gęsto wydawać się raczej lekko brązowawa czy kremowa. Podoba mi się to jak to się prezentuje.

Fajnie też, że twórcy powstrzymali się od pomysłu żeby nanieść na tarczę jakieś napisy. Pozostali przy logo (ładnie nakładanym) i napisie Venezianico tam gdzie zazwyczaj mamy Swiss MAde czy Japan.

Mocną stroną tego zegarka jest jego smukłość, grubość koperty to zaledwie 9 mm i to robi robotę. Zegarek przy takiej smukłej kopercie jest świetnym towarzyszem dla mankietu. Choć ja może nie jestem miarodajny bo potrafię założyć do mankietu i Pama.

Czyli jest dobre pierwsze wrażenie. Jak najbardziej.

W sumie to tak na pierwszy rzut oka jedyna przywara to brak połówkowych ogniw w bransolecie. Przy motylkowym zapianiu bez mikroregulacji (taką ostatnio po upgrade modelu 12 oferuje Ward) może się okazać, że da się idealnie dopasować rozmiaru bransolety.

I to tyle pierwszych wrażeń, takich zaraz po wyjęciu z pudełka.

Sam jestem ciekawy, czy tym razem znajdziemy z Venezianico wspólną drogę?

Miłego!

Jedna odpowiedź do „Wenecjański Arsenał?”

  1. Awatar Jarek

    Super fotki – ale Ty wiesz, że uwielbiam Twoje zdjęcia. 😉

    Położyłem wczoraj obok siebie wszystkie trzy wersje Arsenale z „kolorowymi” (cudzysłów stąd, że – oprócz fioletowej/purpurowej i niebieskiej – jedna, jak widać, jest.. szara 😉 ), dodałem jeszcze do nich Arsenale Ultrablack i… załamka! 😉 No nie wiem, którą sobie zostawić, a przecież nie kupię sobie, nawet po cenie hurtowej, czterech różnych wersji tego samego zegarka… 😀

    Polubione przez 1 osoba

Napisz co o tym myślisz!

jestem Tomek

Jestem zegarkowym entuzjastą już ładnych parę lat, jest to czas w którym dane mi było poznać wielu świetnych ludzi też zarażonych tą pasją.


Poznać i tak osobiście, jak i tak „internetowo”.


Mam też za sobą wiele lat w towarzystwie aparatów fotograficznych i niejako „z rozpędu”, bardzo lubię tej zegarkowej pasji hołdować na wizualne sposoby.
Od niedawna, z resztą po namowie i przy wsparciu, wielu zegarkowych znajomych (vide SWiP), ta strona wizualna nabrała też ruchomego charakteru.
…właściwie to nie mam celu. Ot chciałem mieć gdzie od czasu do czasu coś pokazać, podzielić się tą pasją, no i może nieco zarażać.

RZE UTD-8000: Tytanowy Awanturnik w Poszukiwaniu Własnego Miejsca

Ostatnio na moim blogowym horyzoncie pojawił się intrygujący gość: RZE UTD-8000. Marka RZE nie jest mi obca. Miałem już okazję gościć u siebie kilka ich modeli i zawsze ceniłem to, że konsekwentnie trzymają się swojego DNA. Tytan, charakterystyczne, mocne linie kopert i ten nieodparty, awanturniczy, outdoorowy styl. RZE ma swój pomysł na zegarki i odważnie…

Crudo Iteracja

Cześć, Dzisiaj miałem okazję, zabrać nowe propozycje od Marka z Crudo Carattere na zdjęcia. Propozycje jeszcze nieco ponoć prototypowe, i nie do końca dopracowane. Acz ja tych niedopracowań nie dostrzegłem. Za to z przyjemnością mogę obserwować, swoistą ewolucję kolejnych wypustów. Bo nie ma tutaj jakiejś wielkiej zmiany względem już sprzedanych serii. Są za to pozornie…

Unidentified F****** Object

Nawet najciekawszy zegarek potrzebuje Twojej własnej historii… Pomysł, by stworzyć ten wyjątkowy w swym wyglądzie zegarek: Crepas Hydrographer 1942M, narodził się w umyśle prowadzącego blog OceanicTime jako forma uczczenia 10tej rocznicy istnienia w internecie tej przestrzeni dedykowanej ciekawym historiom i modelom zegarków związanych z nurkowaniem. Jako, że autor jest brytyjczykiem postanowił on przywrócić do życia projekt…