7 Friday
Za mną kilkadziesiąt godzin, powiedziałbym, że na okrągło z tym zegarkiem, ale to by była nie do końca prawda.
A to dlatego, że nie miałem go na ręce non stop (bo jednak jest wypożyczony), a i on sam nie do końca taki okrągły.

To jest wielki zegarek, patrząc na niego w odniesieniu do tego co rozumiemy za typowe zegarkowe rozmiary. Bo circa 47 na 47 mm tej prawie, że kwadratowej koperty i jakieś 14mm grubości robią swoje. Mimo tego może nie monstrualnego, ale też nielichego rozmiaru na ręce o dość średnich rozmiarach i obwodzi nadgarstka 17cm siedzi po prostu wygodnie.

Zasługa to ani chybi kompaktowego dość rozmiaru L2L (47mm) jak i takiemu pozaokrąglanemu sznytowi wspomnianej koperty.
Pasek z zestawu jest nadzwyczaj miły i wygodny, i to w sumie bardzo dobrze bo nie mam nic innego w rozmiarze 27mm co mógłbym doń przymierzyć.
Tak generalnie na start, to muszę napisać to co dość oczywiste.

Ten zegarek jest raczej bez sensu…
…i według mnie bardzo mu to służy ![]()
Ktoś w komentarzach pod poprzednim moim postem zwracał uwagę, że jest nieczytelny.

Oczywiście, że taki właśnie jest. Pełna racja!
Idąc takim tropem, to jest jeszcze bezsensownie duży, niepotrzebnie kwadratowy i generalnie bez sensu ![]()
Jednak, jeżeli patrzeć na niego porzucając czy to prawdziwe, czy też tylko takie służące do tłumaczenia się przed samym sobą racjonalizowanie naszych zegarkowych decyzji, czy zachcianek. To wtedy, według mnie, można całkiem się z takiego właśnie dziwaka cieszyć. I to ani chybi nawet bardziej niż z kolejnego, racjonalnego i poukładanego, czytelnego i funkcjonalnego nurka.

Jak to powiedziała moja żona, „bardzo odjechany, …ale fajny”.
W sumie, to jako całość dla mnie nie brakuje mu wiele, może nieco jakiegoś takiego „spektakularnego wykonania detali tarczy”.
Jest nietuzinkowy pomysł, jest całkiem gustowne wykonanie, jest zdecydowanie dużo prezencji.
Technicznie obcuje się z nim bardzo miło.

Podoba mi się ta wersja i jej tarcza, z jednej strony robi wrażenie bardzo odklejonej od klasycznego podejścia, ale jak się przyjrzeć to jednak tylko trochę taka maskarada. Bo w tym gąszczu mamy klasyczne wskazówki, godzinową i minutową, nie taki znowu odjechany dysk w okolicach godziny piątej, który robi za sub-sekundę. A na dodatek jeszcze tarczę 24 godzinną.

I wbrew pierwszemu wrażeniu, nie miałem kłopotu z odczytywaniem wskazań zwyczajnie rzucając jedynie okiem.
Wykonanie detali koperty jest bardzo spoko. Może nic wybitnego, ale też nie ma się czego wstydzić!

Tarcza mi się podoba. Nie jest jakoś wybitnie wyposażona w mocno trójwymiarowe detale, ale nie jest całkiem płaskim zbiorem powycinanych i pomalowanych „dysków”. Ma na tyle w sobie detalu i głębi, że miło mi się na nią patrzy. I to nie tylko z odległości gdzie mój 45 letni wzrok porzuca już dostrzeganie detali ![]()
Nieco odstaje jakość wykonania mostka który wyziera w formie „open hearta”, i nie jest to jakaś wysoka sztuka zegarmistrzowskiego wykończenia werku. Choć to w sumie już takie czepianie się – ale kto mi zabroni się czepiać.
To jest taki zegarek, który na pewno może odnaleźć się w kolekcji, takiej która jest już na pewnym poziomie dojrzałości. Gdzie miejsca rozsądnych zegarków już mamy obsadzone i możemy pozwolić sobie na „puszczenie poręczy zegarkowego rozsądku” i zrobienie czegoś dla czystej frajdy.

Czy opłaca się taki 7 Friday za swoją, nie taką lichą cenę katalogową? (Na metce 4750,-)
Według mnie się nie opłaca. Ale w takim ujęciu jakie kiedyś tutaj przeczytałem:
- Czy opłaca się wydawać pieniądze na zegarki?
- Nie, ale warto!
A czy warto?
Jak serce Ci się cieszy do takiego wariata – to pewnie, że warto!
Choćby dla samej frajdy.
Tylko pamiętając, że to bardzo nierozsądny zegarek, jak znam życie nie taki łatwy do odsprzedania.
Ja po tych 2 dobach, mam wielką ochotę go sobie sprawić.
Biję się z myślami mocno, bo wiem w środku, że już mam w pudełku te „dziwne” zegarki.
Mam Mr Jonesa – Number Crusher’a, mam wielkiego jak kowadło Maraneza. I te dwa robią właśnie za te nierozsądne, bezsensownie „głupie zegarki”, które sprawiają mi frajdę.
A 7 Friday… jakby był nieco atrakcyjniej wyceniony, pewnie bym „szarpał jak Reksio boczek”.
A tak nie mam aż tak łatwo.

…jakkolwiek się to dla mnie (i niego) skończy, to musze mu jeszcze oddać, że jest dość fotogeniczny.
Miłego!








Napisz co o tym myślisz!